Małgorzata Kloka EN

12 questions to: Małgorzata Kloka, CFA Gosia, thank you very much for agreeing to take part in the 12on12 project and to tell your inspirational story! We have summer holidays now, so let’s start with your trip around the world – you had a great job and were a well-recognized and respected equity analyst in Poland. One day you decided to go on a trip around the world with your partner. It took a lot of courage. How did it all happen? Actually, I do not know where this idea really came from. At some point, I realized that my life is mainly my job, which – although undoubtedly interesting and intellectually stimulating – suddenly became comfortable and repetitive. Traveling then seemed to me to be something distant, unattainable, a bit romantic, but also out of reach in my typical corpo-life. The need for change began to grow in me and it turned into a need to travel. And I fueled it, reading travel literature, going to various events and dreaming about what would happen if… This shy need turned into a belief that it was the only right way and a natural step. The only thing left was to count the money, hand in my resignation and get a one way ticket…What was your journey like? How long were the preparations? Which countries did you visit first and which regions ended your journey? Preparations related to the practical aspects of this undertaking lasted a few short months and were not overly complicated. They included, among others, picking up the equipment, getting necessary vaccinations and purchasing an airline ticket – one way, of course. However, getting mentally ready, reaching this decision and finding the strength to go beyond the scheme – it took a few years. Our journey lasted 14 months and started in South America, in the capital of Ecuador. We spent the first few months on this continent – exploring the Andes, the Galapagos archipelago and Patagonia; we were on Atacama and Salar de Uyuni. Then we flew to New Zealand – an incredibly diverse country – and Australia, which – with the vastness and wildness of the landscape – stole our hearts. We then spent several months in Southeast Asia. Kyrgyzstan and Nepal were the last points on our travel map. The mountain landscapes of both countries made a great impression on us and gave us many unforgettable memories. One of the outstanding Polish reporters once wrote that the journey „never ends, because the tape of memory continues to spin inside us, even though physically we have not moved from our place for a long time”. This statement is very dear to me, because the memories are still alive, this trip stills seems to be close to me, and the experiences that I gathered influences the way I look at many things today. It is said that travel is the best education – what did this trip teach you and is it an experience for everyone? While traveling, you can learn many things about the world, but also about yourself. In my case, this experience strengthened the appreciation and the need for contact with nature, taught me greater openness – to other cultures, customs, stories, improved my sense of observation and convinced that the journey is often more important and beautiful than the destination. From these more ordinary lessons – 14 months of carrying all my things in the backpack and a limited number of fashion choices, allowed me to discover that smart minimalism is one of the greatest  lifestyle trends. Traveling means learning many great things – that people are good and proud of who they are; that they smile a lot and help when the situation calls for it. That animals living in the wild are one of the most touching sights. That food is an important part of sightseeing, and an overnight stay under the sky with a million stars is often a better option than a five-star hotel. But while traveling around the world, one can also experience sad and bitter reflections: the destructive impact of man on the environment or the problem of poverty and social inequality. Of course, these problems are widely known, but experiencing them at your fingertips makes them more tangible, more real. Is traveling for everyone? In my view – yes. There is no one pattern, one strategy. Young people travel and seniors do too, very rich ones but also those not so well-off, those who are obsessive planners and who do not know where their bus is going. I think that everyone can develop their own style that works for them. In addition to travel, you are also passionate about sport – you are an avid cyclist. Where does the passion for this sport come from? I have always loved sports, at school I was involved in all possible activities, later on I played for my university basketball team. I also love skiing and hiking. I started cycling – first a mountain bike, now also a road bike – a few years after starting my professional career. It all began quite randomly, my friend got into cycling, she had a beautiful bike and looked so amazing on it … well … at the beginning it was probably a positive jealousy … Cycling has a lot to offer and I take from it what I need. Sometimes it is contact with nature, tranquility, time with yourself; sometimes an intense training, testing your limits, adrenaline; sometimes the touring and social aspect; sometimes pride in making technical advances; and sometimes, well, just childish, maybe a little silly joy of riding through puddles and scraping mud off your face when you get home. After returning from your trip, you got a great job at Benefit Systems, a publicly listed company, where you took the position of head of investor relations. Could you tell our readers what are investor relations and what are its key the tasks? Investor relations is a

Małgorzata Kloka PL

12 pytań do: Małgorzata Kloka, CFA Gosia, bardzo dziękuję, iż zgodziłaś się wziąć udział w projekcie 12on12 i opowiedzieć swoją inspirującą historię! Mamy wakacje zacznijmy więc od Twojej podróży dookoła świata – miałaś świetną pracę w korporacji, byłaś bardzo rozpoznawaną i cenioną analityczką akcji w Polsce i pewnego dnia stwierdziłaś, iż wyjeżdżasz z partnerem w podróż dookoła świata. To wymaga ogromnej odwagi. Jak do tego doszło? Właściwie nie wiem, skąd wziął się ten pomysł. W którymś momencie uświadomiłam sobie, że moje życie to głównie praca, która – choć niewątpliwie ciekawa i stymulująca intelektualnie – nagle zrobiła się komfortowa i powtarzalna. Podróżowanie wydawało mi się wtedy czymś odległym, ulotnym, trochę romantycznym, ale i nieosiągalnym w moim małym korpo-życiu. Potrzeba zmiany zaczęła we mnie kiełkować i przeistoczyła się w potrzebę podróży. A ja ją podsycałam, czytając literaturę podróżniczą, chodząc na różne ‘eventy’ i fantazjując o tym, co by było gdyby… Ta nieśmiała potrzeba z czasem przerodziła się w przekonanie, że to jedyna słuszna droga i naturalny krok. Pozostało tylko policzyć fundusze, złożyć wypowiedzenie i wsiąść do pociągu byle jakiego… Jak wyglądała Wasza podróż? Jak długo trwały przygotowania? Które kraje odwiedziliście najpierw, a które regiony zakończyły Waszą podróż? Przygotowania – te związane z praktycznymi aspektami tego przedsięwzięcia, trwały kilka krótkich miesięcy i nie były przesadnie skomplikowane – obejmowały m.in. skompletowanie sprzętu, wykonanie szczepień i zakup biletu lotniczego – oczywiście w jedną stronę. Natomiast przygotowania mentalne, dojrzewanie do tej decyzji i znalezienie w sobie siły, żeby wyjść poza schemat – to zajęło nam w zasadzie lata. Nasza podróż trwała 14 miesięcy i zaczęła się w Ameryce Południowej, a dokładniej w stolicy Ekwadoru. Pierwszych kilka miesięcy spędziliśmy na tym kontynencie – eksplorowaliśmy Andy, archipelag Galapagos i Patagonię; byliśmy na Atacamie i boliwijskim Salarze. Następnie polecieliśmy do niesamowicie różnorodnej Nowej Zelandii oraz Australii, której bezkres wybrzeża i dzikość krajobrazu skradły nasze serca. Kilka miesięcy spędziliśmy w Azji Południowo-Wschodniej, a ostatnimi punktami na mapie naszej podróży były górskie klimaty Kirgistanu i Nepalu – oba te kraje zrobiły na nas ogromne wrażenie i mocno utkwiły nam w pamięci. Jeden z wybitnych polskich reportażystów napisał kiedyś, że podróż „nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca”. To stwierdzenie jest mi bliskie, bo wspomnienia są nadal żywe, ta podróż cały czas wydaje się być blisko mnie, a doświadczenie zebrane w jej trakcie, wpływają na to, jak dziś patrzę na wiele rzeczy. Mówi się, iż podróże kształcą – czego nauczyła Cię ta podróż i czy jest to doświadczenie dla każdego? Podróżując, można nauczyć się wielu rzeczy o świecie, ale i o sobie. W moim przypadku, to doświadczenie umocniło docenienie i potrzebę obcowania z naturą, nauczyło większej otwartości – na inne kultury, obyczaje, historie, wyostrzyło zmysł obserwacji i przekonało, że droga jest często ważniejsza i piękniejsza niż cel. Z tych bardziej prozaicznych lekcji – 14 miesięcy noszenia całego ‘dobytku’ na plecach i ograniczonej liczby stylizacji pozwoliło mi odkryć, że mądry minimalizm to jeden z najlepszych trendów life-stylowych.  Podróżowanie to nauka wiele pozytywnych rzeczy – że ludzie są dobrzy, uśmiechnięci i dumni z tego, kim są i że pomagają, gdy wymaga tego sytuacja. Że dzikie zwierzęta żyjące na wolności to jeden z bardziej wzruszających widoków. Że jedzenie jest ważną częścią zwiedzania a nocleg pod niebem z milionem gwiazd to często lepsza opcja niż pięciogwiazdkowy hotel. Ale jeżdżąc po świecie można też doświadczyć smutnych i gorzkich refleksji: destrukcyjnego wpływu człowieka na środowisko czy problemu biedy i nierówności społecznych. Oczywiście te problemy są powszechnie znane, ale obcowanie z nimi z bliska sprawia, że mocniej docierają do świadomości i zaczynają bardziej uwierać. Czy podróżowanie jest dla każdego? Wg mnie jak najbardziej tak, bo nie ma jednego schematu, jednej strategii. Podróżują ludzie młodzi i seniorzy, bardzo bogaci, ale też nie najlepiej sytuowani, tacy, którzy obsesyjnie planują i tacy, którzy nie do końca wiedzą, dokąd jedzie ich autobus. Myślę, że każdy może wypracować własny styl, który mu odpowiada. Oprócz podróży pasjonujesz się również sportem – świetnie radzisz sobie w kolarstwie. Skąd pasja do tego sportu? Zawsze kochałam ruch, w szkole angażowałam się we wszystkie możliwe aktywności, a na studiach grałam w akademickiej drużynie koszykówki. Z chęcią jeżdżę na nartach i chodzę po górach. Na rowerze – najpierw górskim, teraz również szosowym – zaczęłam jeździć kilka lat po rozpoczęciu pracy zawodowej. Rozpoczęło się dość przypadkowo, koleżanka wkręciła się w kolarstwo, miała piękny rower i tak profesjonalnie na nim wyglądała… no cóż… na początku to chyba była taka pozytywna zazdrość… Kolarstwo to sport o wielu twarzach; ma wiele do zaoferowania – a ja biorę to, czego akurat potrzebuję – czasem to kontakt z naturą, wyciszenie, konstruktywna samotność; czasem ostry wycisk, testowanie swoich możliwości, adrenalina; czasem aspekt turystyczny i społeczny; czasem duma z robienia postępów technicznych; a czasem, no cóż, po prostu dziecięca, może trochę głupia radość z jeżdżenia po kałużach i zeskrobywania błota z twarzy po powrocie do domu. Po powrocie z podróży, zdobyłaś świetną pracę w spółce giełdowej Benefit Systems, w której objęłaś stanowisko szefa relacji inwestorskich. Powiedz naszym czytelnikom czym są relacje inwestorskie i jakie zadania stoją przed osobą na tym stanowisku? Relacje inwestorskie to komórka w spółkach publicznych, która zajmuje się szeroko pojętą komunikacją z rynkiem kapitałowym – akcjonariuszami, zarządzającymi funduszami, analitykami z biur maklerskich, inwestorami indywidualnymi. Relacje inwestorskie to obszar bardzo mocno związany z finansami firmy, jej strategią i otoczeniem biznesowym, a w ostatnim czasie również z kwestiami ESG. W codziennej pracy spotykam się z przedstawicielami rynku kapitałowego, analizuję dane – finansowe i niefinansowe – i przygotowuję komunikację spółki np. związaną z publikacją wyników kwartalnych lub innymi istotnymi wydarzeniami. Działy relacji inwestorskich biorą też często udział w różnych innych procesach w organizacji – np. M&A, czy działaniach w obszarze ESG. W mojej firmie relacje inwestorskie są połączone ze strategią finansową, w związku z tym mam okazję uczestniczyć w procesach związanych z finansowaniem grupy kapitałowej. Co Twoim zdaniem jest definicją dobrych relacji inwestorskich? Czy jest na to jeden przepis czy raczej działania muszą być dostosowane do poszczególnych firm? Chyba trudno o jeden, niezawodny przepis

Aleksandra Włodarczyk EN

12 questions to: Aleksandra Włodarczyk Founder and ambassador of 30% Club Poland Chapter Ola first of all, we did it!!! Collectively with all those involved, we launched the 30% Club Poland. Inform our readers what the 30% Club is and why we took the decision to introduce the campaign to the Polish market? I am very pleased that we have managed to launch the 30% Club in Poland. I remember that we started brainstorming and throwing first ideas almost two years ago. It was a project that required a lot of commitment and a lot of work, but we strongly believed in it from the beginning, which led to the successful launch. The 30% Club is a global campaign engaging most influential people on the top of the corporate ladder to take action to increase gender diversity at board and senior management levels of the world’s biggest companies. We believe that only organizations that foster a truly inclusive culture that include women can use their full potential to positively impact their employees, markets and communities. 30% Club is expanding its international footprint with presence in 18 Chapters around the world. The campaign works a bit differently in each region or country and adapts to the needs and realities of the local market. What are our goals in Poland? Before we set our goals, we looked at our starting point and examined the problems that the Polish market is facing. It turned out that in 2020 the share of women on boards of 140 largest listed analysed companies amounted to only 15.5% and in almost every fourth company there was not a single woman on the management board or supervisory board. We have set the main goal of the campaign in Poland to achieve at least 30% of women on boards of the largest listed companies by 2030. Our goal is long-term; therefore, we have also set an additional medium-term target. We want to ensure that by 2025 there are no all-male supervisory or management boards in companies included in the WIG20, mWIG40 and sWIG80 indices, and that the average share of women on boards reaches at least 20%. What attracted you to this initiative? What have you learned while working on its launch? I have always had an activist streak in me. I was looking for an initiative that would combine the ideals I believe in with the business world in which I operate on a daily basis. I like the business aspect of the campaign based on the measurable impact of diversity on business performance. It seemed that such a message could target a broad audience. Working on launching the Club has taught me how to persuade those who do not yet see the benefits of building a diverse work environment to take action and how to spread enthusiasm to those who are still unconvinced. On my way I met with many unfavourable comments, but today I know that you shouldn’t worry about it, but look for real ambassadors of the cause and do your own thing. I also had to overcome my fear of public speaking as the number of public appearances increased. We also had the opportunity to work together on the report „Women on boards and company performance” and on its promotion. What surprised you about these activities? Conducting the study brought back memories from my student days: building models, writing reports. I forgot how much work it takes to write a few good pages. It was a pleasant return to scientific work, which is completely different from what I do on a daily basis. I was also surprised how eagerly the subject of the report was picked up by the press and how it warmed up the discussion in our financial environment. It shows that we are still lacking such analyses and the topic of diversity has not yet been thoroughly researched. More and more foreign institutions create reports devoted to this subject, but we still lack data in Poland. The data collection took us the most time while writing the report. I must admit that I envy you that you already found your voice many years ago. You are also involved in many prosocial activities. Where do you find the strength and time for such actions? I think I got the activist approach in my blood. I can’t sit still and I have a great need to act and change the reality around me. I was the school president in primary school, I organised a theatre festival in high school. During my professional career, I became involved in the Warsaw Banking Institute project called „Bakcyl”, where I conducted lessons in finance for students in junior high and high school. We complain that the knowledge of Poles in the field of saving and investing is very poor, which later results in problems such as Swiss franc loans or Amber Gold scam, but in fact it’s not difficult to change it. The students were extremely interested in the lessons and absorbed everything I taught them, and I had a great satisfaction to be able to share my knowledge with them. When I see that such small steps can bring a real change, it gives me an incredible strength to act. Recently, your extracurricular activities have been dominated by women and gender equality issues. Where does this interest come from? Choosing a career in financial markets meant working in a male-dominated environment. After studying at the Warsaw School of Economics, where there was no such disproportion among students, working in investment banking was a big change. The more I specialised into the financial markets and the higher I got promoted, the fewer women were around me. In 2017, I obtained an investment advisor license and out of curiosity I looked at the statistics for today. Out of 787 people with the title of investment advisor, there are only 48 women. And it’s not an issue specific for Polish market only. In 2019, Morningstar published a study

Aleksandra Włodarczyk PL

12 pytań do: Aleksandra Włodarczyk Założycielka i ambasadorka 30% Club Poland Ola po pierwsze, zrobiłyśmy to!!! Uruchomiłyśmy 30% Club Poland wraz z całym gronem zaangażowanych osób. Powiedz naszym czytelnikom czym jest 30% Club i dlaczego zdecydowałyśmy się wprowadzić kampanię na polski rynek? Mam ogromną satysfakcję, że udało się uruchomić 30% Club w Polsce. Pamiętam, że pierwsze luźne rozmowy zaczęłyśmy prowadzić prawie dwa lata temu. To był projekt wymagający dużego zaangażowania i ogromu pracy, ale od początku mocno w niego wierzyłyśmy, dzięki czemu odniosłyśmy sukces. 30% Club to globalna kampania, angażująca wpływowych ludzi na najwyższych stanowiskach w korporacjach do działań promujących różnorodność płci we władzach spółek z całego świata. Wierzymy, że tylko organizacje wspierające prawdziwie inkluzywną kulturę, które włączają kobiety, mogą w pełni wykorzystać swój potencjał, by pozytywnie wpłynąć na swoich pracowników, rynki i społeczności. 30% Club poszerza swój zasięg i jest już obecny w 18 punktach na mapie świata (tzw. Chapters). W każdym regionie lub kraju kampania działa trochę inaczej i dostosowuje się do potrzeb i realiów lokalnego rynku. Jakie są nasze cele w Polsce? Zanim wyznaczyłyśmy sobie cele, spojrzałyśmy jaki jest nasz punkt startowy i z jakimi problemami boryka się polski rynek. Okazało się, że w 2020 roku udział kobiet we władzach 140 największych analizowanych przez nas spółek giełdowych wyniósł zaledwie 15,5%, a w prawie co czwartej spółce nie zasiadała ani jedna kobieta w zarządzie, ani w radzie nadzorczej. Za główny cel kampanii w Polsce wyznaczyłyśmy osiągnięcie udziału przynajmniej 30% kobiet we władzach (zarząd plus rada nadzorcza) największych giełdowych spółek do 2030 roku. Nasz cel jest długoterminowy, dlatego wyznaczyłyśmy również cel pomocniczy – średnioterminowy. Chcemy sprawić, żeby do 2025 we władzach każdej spółki z indeksu WIG20, mWIG40 i sWIG80 była kobieta oraz żeby średni udział kobiet we władzach do 2025 wyniósł przynajmniej 20%.  Co Cię przyciągnęło do inicjatywy? Czego nauczyłaś się w pracach nad jej uruchomieniem? Od zawsze miałam w sobie zacięcie aktywistyczne. Szukałam inicjatywy, która połączyłaby ideały, w które wierzę, ze światem w biznesu, w którym działam na co dzień. Podoba mi się biznesowy aspekt kampanii oparty na mierzalnym wpływie różnorodności na efektywność przedsiębiorstw. Wydawało mi się, że taki przekaz może trafić bardzo szeroko. Praca nad uruchomieniem klubu nauczyła mnie, jak namawiać do działań tych, którzy jeszcze nie dostrzegają korzyści z budowania różnorodnego środowiska pracy i jak zarażać swoim entuzjazmem tych jeszcze nieprzekonanych. Na swojej drodze spotkałam wiele nieprzychylnych komentarzy, ale dziś już wiem, że nie należy się nimi przejmować, tylko szukać prawdziwych ambasadorów sprawy i robić swoje. Musiałam też przełamać swój strach przed wystąpieniami publicznymi, których zaczęło się robić coraz więcej. Miałyśmy też okazję pracować razem przy raporcie „Udział kobiet we władzach a efektywność spółek” i przy jego promocji. Co Cię zaskoczyło w tych działaniach? Badanie, które przeprowadziłyśmy przywróciło wspomnienia z czasów studenckich: budowania modeli, pisania raportów. Zapomniałam już, jak dużo pracy wymaga napisanie kilku stron dobrego tekstu. To był przyjemny powrót do pracy naukowej, której tryb jest zupełnie odmienny od mojej codziennej pracy. Byłam też zaskoczona jak chętnie temat raportu został podchwycony przez prasę oraz jak rozgrzał dyskusję w naszym środowisku finansowym. To pokazuje, że brakuje takich analiz i temat różnorodności nie został jeszcze dogłębnie przebadany. Coraz więcej zagranicznych instytucji tworzy prace poświęcone tej tematyce, ale w Polsce wciąż brakuje danych. Ze wszystkich działań nad powstaniem raportu to właśnie zebranie danych zajęło nam najwięcej czasu. Muszę przyznać, iż zazdroszczę Ci tego, że już wiele lat temu odnalazłaś w sobie swój głos. Angażujesz się też w wiele działań prospołecznych. Skąd czerpiesz do tego siłę i czas? Wydaje mi się, że aktywizm wyniosłam z domu. Nie potrafię siedzieć bezczynnie i mam ogromną potrzebę działania i angażowania się w zmienianie rzeczywistości dookoła mnie. W podstawówce byłam przewodniczącą szkoły, w liceum organizowałam festiwal teatralny. Już w trakcie mojej profesjonalnej kariery zaangażowałam się w projekt Warszawskiego Instytutu Bankowości „Bakcyl”, w ramach którego prowadziłam lekcje na temat finansów w gimnazjach i liceach. Narzekamy, że wiedza Polaków z zakresu oszczędzania i inwestowania jest na bardzo niskim poziomie czego efektem są problemy z kredytami frankowymi czy afery typu Amber Gold, a przecież nietrudno to zmienić. Uczniowie byli niezwykle zainteresowani lekcjami i chłonęli wiedzę, którą im przekazywałam, a ja miałam niezmierną satysfakcję, że mogę się nią z nimi dzielić. Gdy widzę, że takie małe i niepozorne kroki mogą przynieść realny efekt to daje mi niesamowitą siłę do dalszego działania. Ostatnio w Twoich działaniach dominują tematy prokobiece i kwestie równości płci. Skąd zainteresowanie taką tematyką? Wybór kariery na rynkach finansowych oznaczał pracę w środowisku zdominowanych przez mężczyzn. Po studiach na SGH, gdzie wśród studentów nie było takiej dysproporcji, praca w bankowości inwestycyjnej to był duży dysonans. Im bardziej zagłębiałam się w tematykę inwestycyjną i im wyżej awansowałam, tym mniej kobiet było dookoła. W 2017 roku uzyskałam licencję doradcy inwestycyjnego i dziś z ciekawości spojrzałam, jak wyglądają statystki. Na 787 osób z tytułem doradcy jest zaledwie 48 kobiet. Nie dotyczy to tylko polskiego rynku. W 2019 roku Morningstar opublikował badanie, które pokazało, że w Wielkiej Brytanii jest więcej funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez mężczyznę o imieniu David, niż przez kobietę. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Przecież znam kobiety, które są tak samo dobrze wykształcone, mają równie wysokie ambicje i nie brak im kompetencji. Na to wszystko nałożyły się wydarzenia na polskiej scenie politycznej w 2020 roku, które wywołały masowe protesty uliczne w obronie podstawowych praw człowieka. Dookoła zaczęły powstawać organizacje szerzące edukację i uwrażliwiające na kwestie równości płci. Wtedy i ja poczułam potrzebę działania. Oprócz działań prospołecznych, poświęcasz też czas na rozwój. Jednym z Twoich hobby jest gra na pianinie, nauka francuskiego oraz sport. Czy te zainteresowania towarzyszą Ci od dawna? Czy pomagają odreagować stresującą pracę? Staram się utrzymywać zdrową równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Trading to praca na bardzo wysokich obrotach, której towarzyszy dużo stresu, więc pracuję nad tym, żeby po zamknięciu rynku potrafić się wyłączyć. Gra na pianinie okazała się zbawienna, bo idealnie czyści głowę i pozwala skupić się tylko na muzyce, a przy okazji udowodniła mi, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć rozwijać nowe pasje. Zasoby edukacyjne i naukowe są powszechnie dostępne i wszystko zależy od naszych chęci.

Anna Golec EN

12 questions to: Anna Golec, PhD, CFA A woman who builds bridges between the worlds of science and business, who does not give in to stereotypes in her thinking, but rather points them out, and who combines work in Poland and in Sweden. I would like to invite you to a fascinating conversation with Anna Golec, PhD, CFA, who will reveal some secrets about the world of academic research and in a simple way explain such important concepts as the critical mass theory and marzipan layer in relation to the participation of women on boards. The cherry on the top are the great analogies between chess and life! Ania, you have played chess from a very young age. Tell us, what does a child learn while playing chess? Can the knowledge and thinking gained be applied in the adult life? My adventure with chess began quite early, at preschool age, thanks to my grandfather, who probably thought that it would be an interesting way to spend time and an obvious opportunity to develop analytical and planning skills. However, my most important lesson from that time was… confronting with failure, and in fact quite regularly! A five year old’s chances are slim compared to an adult, and there were no head starts given. Chess is an individual game with no space for coincidence, all the moves are the result of the player’s choices and all responsibility for failure falls on him/her. If you lose, it means that you made too many mistakes and your opponent was better. Realizing this is not pleasant at all. It evokes a lot of negative emotions, which you need to be able to re-work constructively, analyse what you can do better, so that next time you can get to a higher level. And analogies with life? I see many, both positive and negative ones. Sometimes, something that looks like an opportunity, such as capturing an important figure, is actually a trap. So you can’t limit yourself to analysing the consequences of one move, but you have to look at consequences in the longer term. I think this is very important in life. From the beginning I was also surprised by the hierarchy imposed in chess – the most important figure is not the agile and versatile queen, but the slow and not very helpful king, whom everyone else must protect. The figures are put into battle and each one is obliged to sacrifice itself if it leads to victory. The king stands aside and is only supposed to survive. Why can’t the queen be the most important figure? Why can’t the king be replaced? Just because! Because someone once defined the rules in this way. Sad, but sometimes very life-like… The extremely beautiful thing is that even an inconspicuous pawn, if it survives the initial games on the chessboard and persistently moves forward, can become a figure that changes the outcome of the game. You attended computer science class and took part in mathematics contests. Research shows that in many countries there are no statistically significant gender differences in math scores, i.e. girls are just as good at math as boys. So why are there fewer girls studying computer science? This question prompted me to have a look at the results of secondary school exams at the extended level from the last 4 years in Poland and it turns out that contrary to the stereotypical thinking, female graduates do better in math, computer science, while male graduates do better in biology or chemistry. Only in physics women win one year and men the next, but the achievements are more or less equal. So it is not true that girls have no aptitude for science. Recently, more and more women are choosing technical studies, but they are still a minority. The question about the reasons for this situation is rather the domain of psychologists and sociologists, so I can only speak about my subjective feelings, which do not have to be representative. The choice of studies or profession is a result of many factors: not only the aptitude and self-confidence, but also what makes someone happy and how someone imagines work in that profession looks like. I had the comfort of choosing any high school I wanted, but I was convinced that computer science was not only IT but also “it”. I liked computers and programming, I was pretty good at it and I wanted to learn more about it. On my first day at the new school when I looked around the classroom, I was quite surprised to see that I was one of four girls and there were 32 boys around us. It was a men’s world filled with male „sensitivity”, where I needed to prove that I can read the school plan correctly and I didn’t get lost looking for my classroom… I should have expected it, but somehow I didn’t think about it before. It also turned out that while it’s fun to sit in front of a computer from time to time, write a simple program and earn some extra pocket money, spending hours in front of a computer screen with little social interaction was not an attractive option for me for many upcoming years of work. So I thought: physics! Something absolutely fascinating, but the job prospects for physicists did not look too rosy at the time, so that also influenced my decision. In the end I chose finance. Finally, there is the question of self-confidence. Many of my talented female colleagues wondered whether they were good enough, whether they would be able to carry through the demanding technical studies. Needlessly. One of the areas you thrive in is science. You are a lecturer – you teach classes in a broad area of economics – do you notice differences in how men and women approach studying economics? Can one generalise or are there statistics available? I work with students in finance and management on a daily basis. It is difficult

Anna Golec PL

12 pytań do: dr Anna Golec, CFA Kobieta budująca mosty między światem naukowym a biznesem, nie poddająca się stereotypom w myśleniu, a wręcz je punktująca, łącząca pracę w kraju i w Szwecji. Serdecznie zapraszam na fascynującą rozmowę z dr Anną Golec, CFA, która uchyli rąbka tajemnicy o świecie badań naukowych i w prosty sposób wyjaśni tak ważne pojęcia jak teoria masy krytycznej i warstwa marcepanowa w odniesieniu udziału kobiet we władzach. Wisienką na torcie są świetne analogie między szachami a życiem! Ania, od najmłodszych lat grałaś w szachy. Powiedz nam czego uczy się dziecko grając w szachy? Czy zdobytą wiedzę i sposób myślenia można zastosować w dorosłym życiu? Moja przygoda z szachami zaczęła się dość wcześnie, bo w wieku przedszkolnym za sprawą mojego dziadka, który zapewne uznał, że będzie to ciekawa forma spędzania czasu i oczywista okazja do rozwinięcia zdolności analizy i planowania. Jednak moją najważniejszą lekcją z tego czasu była… konfrontacja z porażką i to regularna! Pięciolatka ma niewielkie szanse w porównaniu z dorosłym, a nie było taryfy ulgowej. Szachy to gra indywidualna, gdzie nie ma miejsca na przypadek, wszystkie posunięcia wynikają z decyzji gracza i to na niego spada cała odpowiedzialność za porażkę. Jeśli przegrywasz, to znaczy, że popełniasz zbyt wiele błędów i przeciwnik jest lepszy. Uświadomienie sobie tego nie jest czymś miłym. Budzi masę negatywnych emocji, z którymi trzeba umieć sobie konstruktywnie poradzić, przeanalizować, co można zrobić lepiej, aby następnym razem wejść na wyższy poziom. A analogie z życiem? Dostrzegam wiele, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Czasem coś co pozornie wygląda na okazję np. zbicie ważnej figury, jest tak naprawdę pułapką. Nie można ograniczać się więc do analizy skutków jednego posunięcia, ale trzeba patrzeć na bardziej długofalowe konsekwencje. Uważam, że to bardzo ważne w życiu. Od początku zaskoczyła mnie też narzucona w szachach hierarchia – najważniejszą figurą nie jest zwinna i wszechstronna królowa, a powolny i mało przydatny król, którego wszyscy inni muszą ochraniać. Figury stają do walki i każda z nich ma obowiązek się poświęcić, jeśli prowadzi to do zwycięstwa. Król stoi z boku i ma jedynie przetrwać. Dlaczego królowa nie może być najważniejszą figurą? Dlaczego nie można wymienić króla? Bo tak! Bo ktoś kiedyś ustalił takie reguły. Smutne, ale niekiedy bardzo życiowe… Niezwykle piękne jest natomiast to, że nawet niepozorny pion, jeśli przetrwa początkowe rozgrywki na szachownicy i będzie wytrwale posuwać się naprzód, może stać się figurą, która zmieni wynik gry. Uczęszczałaś do klasy informatycznej, brałaś udział w olimpiadach matematycznych. Badania naukowe pokazują, iż w wielu krajach nie ma statystycznie istotnych różnic między wynikami z matematyki ze względu na płeć czyli dziewczynki są tak samo dobre z matematyki jak chłopcy. Dlaczego jest nas więc mniej na studiach informatycznych? To pytanie skłoniło mnie do zerknięcia na wyniki matur na poziomie rozszerzonym z ostatnich 4 lat w Polsce i okazuje się, że wbrew stereotypowemu myśleniu maturzystki lepiej wypadają na matematyce, informatyce natomiast maturzyści na biologii czy chemii. Tylko w fizyce raz wygrywają panie a w innym roku panowie, ale siły są wyrównane. Czyli nie jest tak, że dziewczynom brakuje predyspozycji. W ostatnim czasie coraz więcej pań wybiera studia techniczne, jednak wciąż stanowią mniejszość. Pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy to raczej domena psychologów i socjologów, mogę zatem mówić jedynie o swoich subiektywnych odczuciach, które nie muszą być reprezentatywne. Wybór studiów czy zawodu to wypadkowa wielu czynników: nie tylko predyspozycji, wiary w siebie, ale także tego, co komu sprawia przyjemność i wyobrażenia o tym, jak wygląda praca w danym zawodzie. Ja akurat mając komfort wyboru dowolnego liceum, byłam przekonana, że informatyka to jest to. Lubiłam komputery i programowanie, szło mi to całkiem nieźle i chciałam dowiedzieć się o tym czegoś więcej. Siadając pierwszego września w ławce i rozglądając się po klasie przeżyłam niemałe zaskoczenie widząc, że jestem jedną z czterech dziewczyn a wokół nas 32 chłopaków. Męski świat, męska, nazwijmy to, „wrażliwość”, konieczność udowadniania, że umiem właściwie odczytać plan szkoły i nie zabłądziłam szukając swojej klasy… Niby można się było tego spodziewać, ale jakoś nie pomyślałam o tym wcześniej. Okazało się również, że o ile fajnie jest od czasu do czasu usiąść przed komputerem, napisać jakiś prosty program i dorobić do kieszonkowego, to spędzanie wielu godzin przed ekranem i niewiele interakcji społecznych było dla mnie mało atrakcyjną opcją na długie lata pracy. Pomyślałam więc: fizyka! Coś absolutnie fascynującego, ale perspektywy zawodowe fizyków nie wyglądały zbyt różowo w tamtym czasie, czyli to też ma wpływ na decyzję. Ostatecznie wybrałam finanse. Na koniec pozostaje jeszcze kwestia wiary we własne możliwości. Wiele moich utalentowanych koleżanek zastanawiało się, czy są dość dobre, czy na pewno sobie poradzą na wymagających studiach technicznych. Zupełnie niepotrzebnie. Jedną z dziedzin, w której się rozwijasz jest nauka. Jesteś wykładowczynią – prowadzisz zajęcia z szerokiego obszaru ekonomii – czy zauważasz różnice w podejściu kobiet i mężczyzn do studiów ekonomicznych? Czy można uogólniać czy są może dostępne statystyki? Na co dzień mam do czynienia ze studentami na kierunkach finanse i zarządzanie. Trudno mi jednoznacznie przypisać wzorce zachowań do konkretnej płci. Moje obserwacje są takie, że w Sopocie gdzie uczę, pod względem liczebności dominują panie. Porównując średnie wyniki w podziale na płeć dostrzegam niewielką przewagę studentek. Okres pandemii i wykorzystania różnych narzędzi zdalnego nauczania stworzył mi okazję do obserwowania różnic w stylu pracy i aktywności, których w normalnych warunkach nie widać. Moje spostrzeżenia są takie, że panie pracowały bardziej systematycznie. Co ciekawe, w Szwecji, gdzie również uczę, sytuacja jest dokładnie odwrotna. Oczywiście trzeba pamiętać, że moje obserwacje dotyczą jedynie kilku przedmiotów i to w wąskiej grupie, dlatego nie można ich uogólniać. Uchyl nam rąbka tajemnicy w odniesieniu do świata nauki – ile czasu wykładowcy poświęcają na prowadzenie zajęć, ile czasu zajmuje rzetelne się do nich przygotowanie, a ile czasu zostaje na pracę naukową, w tym pisanie artykułów i prac naukowych? I tu odpowiedź brzmi: to zależy. Przede wszystkim od zajmowanego stanowiska i przypisanych mu obowiązków. Zadaniem pracownika dydaktycznego jest kształcenie i to ono wypełnia większość jego obowiązków. W przypadku pracowników badawczych to praca naukowa będzie głównym obszarem aktywności. Najliczniejszą grupą są jednak „hybrydy” czyli pracownicy badawczo-dydaktyczni, którzy dzielą

Iweta Opolska EN

12 questions to: Iweta Opolska, PhD, CFA Strength is a woman and today you will feel this strength from my wonderful speaker. A woman in a high managerial position, with an international education, a tireless negotiator and author of scientific publications. With Iweta Opolska, PhD, CFA I talk about breaking glass ceilings, female and non-female professions, team management and inspiring women with her own actions. Iweta, thank you very much for the possibility to speak to you! Milena, it is my pleasure. I am honored to be a part of your  inspiring project! You have an impressive education – both Warsaw School of Economics, Aarhus Universitet and scholarship at Freie Universitaet Berlin. Can such an international adventure help in development? Thank you! In my student years, I spent two years abroad and it was an amazing time in personal, cultural, linguistic, scientific, professional and even spiritual terms. It is impossible to summarize in a few words the enormity of experience I have been drawing on even today. During such an international adventure you learn to be open to other people because you are among representatives of cultures from different parts of the world. You also learn to appreciate your national identity because the concept of „home / homeland” takes on a nostalgic dimension. My student stay abroad was also a lesson of hard work. To earn my living – like many students from Central and Eastern Europe – I worked part time. However, thanks to this, I gained confidence that little was going to stop me and the sky was my limit. The possibility of studying at other universities also gives a great perspective on how many definitions the term „student” there are and how student status differs across various cultures. For example, in Denmark, I learned that a student is not a subordinate person to the lecturer, but a partner who shows respect by diligent preparation for classes but requires the lecturer to do the same. This is a good representation of what the supervisor-subordinate relationship should look like. Professional loyalty and respect is a two-way relationship. After your internship in Berlin and Munich, you started working at PwC – in the Corporate Finance department. What did you like about working in an international consulting company? Is this where your interest in the energy market, especially gas, in Poland was born? My initial steps in the corporate world were a coincidence. After studying in Denmark, I knew that I wanted to work in corporate finance, but it was the energy industry that chose me, not the other way around. I applied for a financial advisory internship at PwC where I met fantastic people practicing corporate finance for oil and gas companies. They introduced me to the broadly understood energy industry. While I became interested in the energy industry by accident, specialization in the natural gas sector was my deliberate choice. I find the natural gas industry fascinating. From the economist’s point of view, the natural gas sector presents a whole range of issues: we have a homogeneous product, a natural monopoly, oligopolies, the problem of liberalization, but also a number of interdisciplinary puzzles: geopolitics, EU and national regulations, chemical, technical, and even climatic or psychological problems. This industry does not let anyone to be bored and I have been continuously  – despite years of experience – on an upsloping learning curve. After almost five years of work in the Big Four, the next door to your career has opened and you started working for PKN Orlen, the largest player on the fuel market in Central and Eastern Europe. What urged you forward to make this change? Did you have any stereotypes in the back of your head that the energy industry is rather not a women’s industry or were you following your passion? I did appreciate my work at PwC and I still believe that a consultancy job gives a unique access to knowledge and a great opportunity to get to know industries, companies and management boards. However, after a few years, I began to experience the „consultant syndrome”. This is my term for the need to create something tangible after a long period of creating reports, spreadsheets, and presentations. I felt the need to dive deep and specialize rather than just getting my feet wet in many fields. I remember watching with other consultants an office building being constructed and joking that those workers at least see the real effect of their work contrary to us. This is one, but not the only, reason for my decision to change and move to the other side to „business”, i.e. PKN ORLEN. I did not immediately notice that the energy industry is so masculine, as my first stop at PKN ORLEN was at the Strategic Project Management Office, where there were … only women. During the decade of your work at PKN Orlen, you were very quickly promoted, from project manager to director of the Gas Trade Office, which you co-established. Share with us tips on how to find your place in large corporations, how to create your own departments and combine passion with work? I was lucky. Luck is what happens when opportunity meets preparation. This is not my quote (attributed to Seneca), but it illustrates the history of my promotion quite well. I think not only mine, but of most promotions. An opportunity is a series of favorable events in which we have only a small influence. Preparation, however, depends entirely on ourselves, on our acquired knowledge and our skills. In my case, the opportunity was the situation in the natural gas market at that time (the beginning of liberalization, the construction of new gas interconnectors, the entry of new players), PKN’s strategy to build the first large gas-fired CHP plants in Włocławek and Płock, and the fact that previously there was no specialized organizational unit at PKN, which would comprehensively deal with natural gas. The preparation was my consulting background and knowledge that I gained during my studies

Iweta Opolska PL

12 pytań do: dr Iweta Opolska, CFA Siła jest kobietą i tę siłę dziś poczujecie od mojej wspaniałej rozmówczyni. Kobieta na wysokim menedżerskim stanowisku, z międzynarodowym wykształceniem, niestrudzona negocjatorka i autorka publikacji naukowych. O przełamywaniu barier, kobiecych i niekobiecych zawodach i inspirowaniu kobiet własną postawą porozmawiam z dr Iwetą Opolską, CFA. Iweta, bardzo Ci dziękuję, iż możemy porozmawiać! Milena, to ja dziękuję za uwzględnienie mojej osoby w swoim inspirującym projekcie! To dla mnie wyróżnienie. Posiadasz świetne wykształcenie – zarówno Szkoła Główna Handlowa jak i Aarhus Universitet oraz stypendium Freie Universitaet Berlin. Co daje taka międzynarodowa przygoda? Dziękuję! W okresie studiów spędziłam dwa lata poza Polską i to był niezwykły czas pod względem rozwoju – osobistego, kulturowego, językowego, naukowego, zawodowego, a nawet duchowego. Trudno w kilku słowach streścić ten ogrom doświadczenia, z którego czerpię do dzisiaj. Taki wyjazd uczy otwartości na innych ludzi, bo przebywa się wśród przedstawicieli kultur z różnych części świata, ale też tożsamości narodowej, bo pojęcie „dom/ojczyzna” nabiera wymiaru nostalgicznego. Mój studencki pobyt za granicą był jednocześnie lekcją pokory. Aby się utrzymać – jak wielu studentów z Europy Środkowo-Wschodniej – pracowałam dorywczo. Jednak dzięki temu nabrałam przekonania, że nie ma rzeczy niemożliwych. Możliwość studiowania na innych uniwersytetach daje też perspektywę, jak wiele definicji ma określenie „student” i jak różnie może być traktowany w zależności od kultury. Np. w Danii nauczyłam się, że student to nie jest osoba podrzędna względem wykładowcy, ale jego partner, który okazuje szacunek przez uczciwe przygotowanie do zajęć, ale tego samego wymaga od wykładowcy. To dobre odwzorowanie tego, jak powinna wyglądać relacja przełożony-podwładny. Lojalność zawodowa i szacunek to relacja dwustronna. Po odbyciu praktyk w Berlinie i Monachium rozpoczęłaś pracę w PwC– w dziale Corporate Finance. Co podobało Ci się w pracy w międzynarodowej firmie konsultingowej? Czy to tam narodziło się Twoje zainteresowanie rynkiem energii, w szczególności gazem, w Polsce? Moje początkowe kroki w korporacji to było dzieło przypadku. Po studiach w Danii wiedziałam, że chcę zajmować się finansami przedsiębiorstw, ale to branża energetyczna wybrała mnie, a nie odwrotnie. Zaaplikowałam do doradztwa finansowego do PwC na praktyki, a tam poznałam fantastycznych ludzi zajmujących się corporate finance w sektorze naftowo-gazowym. To oni wprowadzili mnie do szeroko rozumianej branży energetycznej. O ile samą branżą zainteresowałam się przypadkowo, to już specjalizacja w sektorze gazowym była świadomym wyborem. Uważam, że branża gazownicza jest fascynująca. Z perspektywy ekonomisty sektor gazowy przedstawia cały wachlarz zagadnień: mamy tam produkt homogeniczny, monopol naturalny, oligopole, problem liberalizacji, ale też i szereg problemów interdyscyplinarnych: geopolitykę, regulacje unijne i krajowe, uwarunkowania chemiczne, techniczne, a nawet klimatyczne czy psychologiczne. Ta branża nie daje powodów do nudy i cały czas – pomimo, iż zajmuje się nią od wielu lat – czegoś nowego się uczę. Po prawie pięciu latach pracy w Wielkiej Czwórce kolejne drzwi Twojej kariery się otworzyły i rozpoczęłaś pracę w PKN Orlen, największym graczu na rynku paliw w Europie Środkowo-Wschodniej. Co Cię pchało do tej zmiany? Czy miałaś gdzieś z tyłu głowy stereotypy, iż branża energetyczna raczej nie jest branżą kobiecą czy też szłaś za swoją pasją? Bardzo ceniłam sobie pracę w PwC i nadal uważam, że daje ona unikalny dostęp do wiedzy i szerokie możliwości poznania branż, spółek czy zarządów. Jednak po kilku latach zaczął mi doskwierać „syndrom konsultanta”. To moje określenie na potrzebę stworzenia czegoś namacalnego po dłuższym okresie tworzenia raportów, arkuszy, prezentacji oraz głębszej specjalizacji w miejsce krótkoterminowego zajmowania się jakimś zagadnieniem. Pamiętam, jak z innymi konsultantami patrzyliśmy na budujący się naprzeciw biurowiec i żartowaliśmy, że pracujący robotnicy przynajmniej widzą realny efekt swojej pracy. To jedna, choć nie jedyna przyczyna mojej decyzji o zmianie i przejściu na drugą stronę do „biznesu” czyli PKN ORLEN. Nie od razu też zauważyłam, że energetyka jest tak zmaskulinizowaną branżą, bo moim pierwszym przystankiem w PKN ORLEN było Biuro Zarządzania Projektami Strategicznymi, gdzie były… same kobiety. Podczas dekady Twojej pracy w PKN Orlen, bardzo szybko awansowałaś, z managera projektu na dyrektora Biura Handlu Gazem, które współtworzyłaś. Podziel się z nami wskazówkami jak odnaleźć swoje miejsce w dużych korporacjach, jak tworzyć własne departamenty i łączyć pasję z pracą? Miałam szczęście. Szczęście natomiast zdarza się wtedy, kiedy okazja spotyka się z przygotowaniem. To nie mój cytat (przypisuje się go Senece), ale dość dobrze obrazuje historię mojego awansu. Myślę, że nie tylko mojego, ale większości awansów. Okazja to splot korzystnych zdarzeń, na które jedynie w małej części mamy wpływ. Przygotowanie natomiast zależy już w pełni od nas samych, od zdobytej wiedzy i warsztatu. W moim przypadku okazją była ówczesna sytuacja na rynku gazu (początki liberalizacji, powstanie nowych interkonektorów gazowych, wejście nowych graczy), strategia PKN zakładająca budowę pierwszych dużych elektrociepłowni gazowych we Włocławku i Płocku oraz fakt, że wcześniej nie było w PKN wyspecjalizowanej komórki organizacyjnej, która kompleksowo zajmowałaby się gazem. Przygotowaniem natomiast były konsultingowy warsztat i wiedza, które zdobyłam na studiach i w PwC. Ważnym elementem tego przygotowania była też moja determinacja i pasja, żeby się zająć projektem gazowym. Twoja praca jest bardzo odpowiedzialna – zapewniasz gaz do kluczowej dla naszego kraju spółki. Odpowiadasz za negocjacje warte wiele miliardów złotych. Czy możesz nam zdradzić jak efektywnie negocjować? Jakie elementy są kluczowe w osiąganiu tzw. win-win? Odpowiedź na to pytanie zasługuje na cały cykl szkoleniowy 😊. Z mojej perspektywy ważne są trzy elementy: odpowiednie przygotowanie merytoryczne, jasne sformułowanie założeń (co możemy / nie możemy odpuścić) oraz… innowacyjność. Odpowiednie przygotowanie merytoryczne jest potrzebne, aby skutecznie prowadzić argumentację i bronić swoich racji w rozmowach z partnerem oraz aby odpowiadać na racje drugiej strony. Jasne sformułowanie założeń wymaga priorytetyzacji celów, bo negocjacje to forma wypracowywania kompromisów i wymaga od dwóch stron ustępstw. Innowacyjność w negocjacjach to umiejętność wyszukiwania nowych rozwiązań, które pozwolą wyjść z impasu negocjacyjnego, a także pozwolą zaspokoić interesy obu stron, bez uszczerbku dla wartości. Nie bez znaczenia jest też cała otoczka psychologiczna towarzysząca negocjacjom, będąca sumą wyobrażeń obu stron, charakterów osób zaangażowanych w rozmowy i ich doświadczenia. W Twojej pracy menedżera ważna jest priorytetyzacja, wyznaczanie i osiąganie celów. Myślę, iż są to takie hasła, które w praktyce nie są łatwe do zastosowania. Odsłoń nam trochę kulis Twojego warsztatu? Masz rację – priorytetyzacja

Agnieszka Oleksyn Wajda EN

Mistrzyni efektywności, założycielka biznesów o milionowych obrotach, a prywatnie spełniona mama. Z Dorotą Puchlew-Grzelak porozmawiam o tym jak ciągle się rozwijać, przekuć swój najgorszy dzień życia w sukces biznesowy i jak ważna jest innowacja w biznesie.

Agnieszka Oleksyn-Wajda-PL

12 pytań do: Agnieszka Oleksyn-Wajda   Od zawsze interesowała ją branża mody. Karierę zaczynała od doradzania klientom w branży retail w kwestiach podatkowych. Po ponad dekadzie przekierowała stery zawodowe w stronę prawa ochrony środowiska, aby kilka lat temu połączyć wszystkie puzzle i zająć się zrównoważonym rozwojem, przede wszystkim w sektorze mody oraz retail. Jest radcą prawnym i twórczynią m.in. studiów podyplomowych Prawo ochrony środowiska oraz Instytutu Zrównoważonego Rozwoju i Środowiska przy Uczelni Łazarskiego – Agnieszka Oleksyn-Wajda. Agnieszka, bardzo Ci dziękuję za przyjęcie zaproszenia do 12on12. Finanse, prawo i moda stają się coraz bardziej zielone i o tej zieleni dziś porozmawiamy. Swoją karierę rozpoczęłaś w prestiżowej firmie KPMG, doradzałaś spółkom m.in., z sektora retail. Opowiedz nam jak zaczęła się Twoja przygoda ze zrównoważonym rozwojem i jak go definiujesz? Pracę w KPMG rozpoczęłam od praktyk studenckich pod koniec trzeciego roku studiów. Zostałam tam ponad dekadę. Przez większość czasu doradzałam klientom z sektora retail, którzy wówczas bardzo intensywnie inwestowali w infrastrukturę centrów handlowych i parków logistycznych. Globalny kryzys ekonomiczny w 2008 roku spowodował spowolnienie gospodarcze i zahamowanie inwestycji. Rozwijający się dotąd rynek centrów handlowych był jednym z tych, które dotkliwie odczuły skutki kryzysu. To wszystko skłoniło mnie do głębszych refleksji. Rozwój gospodarczy, odpowiedzialność społeczną firm oraz ochronę środowiska zaczęłam postrzegać jako elementy tej samej układanki. Koncepcja zrównoważonego rozwoju coraz mocniej zaczęła dochodzić do głosu zarówno na szerokim forum międzynarodowym jak i unijnym. W odpowiedzi na kryzys, Komisja Europejska w 2009 roku uznała, że to właśnie zrównoważony rozwój stanowi nadrzędny i długoterminowy cel Unii Europejskiej. Stało się to wiele lat po narodzinach tej koncepcji, co miało miejsce na przełomie lat 60 i 70 ubiegłego wieku. Ta nowa i poniekąd rewolucyjna koncepcja była odpowiedzią na narastającą presję człowieka na środowisko. Z biegiem czasu, podlegając dalszej ewolucji, nabierała coraz większego znaczenia, szczególnie w związku z narastającym kryzysem klimatycznym. Z forów międzynarodowych koncepcja zrównoważonego rozwoju przeniknęła również na grunt krajowy. Zgodnie z ustawą Prawo ochrony środowiska z 2001 roku jest to rozwój społeczno-gospodarczy, w którym następuje proces integrowania działań politycznych, gospodarczych i społecznych, z zachowaniem równowagi przyrodniczej oraz trwałości podstawowych procesów przyrodniczych, w celu zagwarantowania możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb poszczególnych społeczności lub obywateli – zarówno współczesnego pokolenia, jak i przyszłych pokoleń. Nie wszystkich ona satysfakcjonuje. Zdaniem niektórych krytyków, zrównoważony rozwój to wizja bez szans na realizację, to w gruncie rzeczy zestaw haseł, które nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Moim zdaniem, koncepcja zrównoważonego rozwoju zasługuje na pozytywną ocenę, ponieważ wytycza nowe, sprawiedliwsze kierunki funkcjonowania społeczności międzynarodowej. Wdrożenie jej ambitnych celów  rozpisane jest na pokolenia, a to w żadnym wypadku nie powinno jej dyskredytować.  Jak wspomniałaś, definicja zrównoważonego wzrostu mówi o przyszłych pokoleniach. Jakie prawa związane są ze środowiskiem? Komu przysługują? Czy ktoś ich broni? Świetne pytanie, bo dotyka jednocześnie wielu aspektów tego zagadnienia. Zgodnie z Konstytucją, Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju, natomiast władze publiczne mają obowiązek ochrony środowiska i prowadzenia polityki zapewniającej bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom. Ten temat jest żywy i istotny, bowiem relacja między człowiekiem a środowiskiem jest nieustającą interakcją. Człowiek wpływa na środowisko, ale też od niego zależy. Ten stan rzeczy skłania do zastanowienia się na ile ochrona środowiska jest powiązana z prawami człowieka. Mówiąc inaczej, czy jednostka ma prawo domagania się podjęcia działań ochronnych ze strony państwa. Sprawa byłaby stosunkowo prosta, gdyby w przepisach była zapisana zasada, że każdy ma prawo do czystego i zdrowego środowiska. Niestety, takiej jasnej i oczywistej normy nie ma ani w prawie międzynarodowym, ani w prawie krajowym. Tym niemniej doktryna prawa ochrony środowiska oraz doktryna praw człowieka wywodzą, że prawo do czystego środowiska jest prawem człowieka, u podstaw którego leży m.in. ochrona zdrowia i życia ludzi. Jest rzeczą oczywistą, że degradacja środowiska prowadzi w prostej linii do pogwałcenia podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia. Tak więc prawo do życia zakłada istnienie prawa do czystego i zdrowego środowiska. Mając na uwadze powagę sytuacji w dziedzinie postępującej degradacji środowiska, z jednej strony, oraz nośność haseł dotyczących jego ochrony, z drugiej, wydaje się, że prawo do życia w czystym i zdrowym środowisku w niedługim czasie zostanie zapisane jako jedno z podstawowych praw człowieka zarówno w prawie międzynarodowym jak i krajowym. Podpisuję się dwiema rękami pod słowami Hanny Machińskiej, Zastępcy Rzecznika Praw Obywatelskich, że „powinniśmy walczyć o to, by w traktatach międzynarodowych (i dodam – prawie krajowym) wyraźnie zapisano, że prawo do czystego środowiska to prawo człowieka”. Warto dodać, iż w naszym kraju od strony prawnej toczą się ciekawe dyskusje dotyczące niezbywalności prawa do życia w czystym środowisku, które już wkrótce ma rozstrzygnąć Sąd Najwyższy. Zgodnie z informacją z zespołu prasowego SN, uchwała powinna zostać podjęta 26 marca. To bardzo interesujące. A czy z tymi prawami wiąże się prawo do informacji o stanie środowiska? Coraz więcej mówi się o pogarszającym się stanie środowiska naturalnego. Skąd czerpać obiektywne informacje? Prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska zostało zapisane w regulacjach międzynarodowych, unijnych i krajowych i należy do największych zdobyczy „zielonych” organizacji pozarządowych. To dzięki ich wysiłkom obecnie „każdy ma prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska”. Bez tego podstawowego prawa udział społeczeństwa, w tym pojedynczych osób fizycznych, w ochronie środowiska byłby najczęściej czystą iluzją. Prawo do informacji o środowisku i jego ochronie przysługuje każdemu – osobie fizycznej lub prawnej, a także jednostkom organizacyjnym nieposiadającym osobowości prawnej. Dostęp do informacji przysługuje niezależnie od obywatelstwa, miejsca zamieszkania, wieku i zdolności do czynności prawnych, niezależnie od tego, czy żądający informacji ma jakikolwiek interes prawny lub faktyczny związany z informacją lub sprawą, której informacja dotyczy. Ustaliłyśmy już, iż jako osoby fizyczne mamy prawo do czystego środowiska i informacji o nim. Z Twojej perspektywy, osoby, która działa m.in. w Grupie ds. Zrównoważonego Rozwoju w Retail Institute, zasiada w Zarządzie Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody i Innowacyjnych Tekstyliów Konfederacji Lewiatan, jest członkiem Komitetu CSR we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej – jakie działania firmy podejmują teraz a jakie powinny podejmować, abyśmy wszyscy mieli wspólną przyszłość? Biznes coraz śmielej angażuje się we wdrażanie zasad zrównoważonego rozwoju. Najwięksi gracze rynkowi posiadają już działy i ekspertów zajmujących się kwestiami sustainability, zarówno w łańcuchach wartości, pod kątem

Advisory services

We help companies build value for stakeholders by supporting them in decision making and communication of those decisions.

Support in taking decisions that build value for stakeholders.
Organic versus acquisitive growth. Equity versus debt financing.
Corporate strategy and valuation.

Support in relations with shareholders.
Perception studies, Investors’ Days, quarterly presentations.
Dividend and buy-back policies. Creation and valuation of stock option programmes.

Building of financial models and valuation of companies.
Streamlining of the reporting process, creation of controlling and managerial accounting sheets.